Switch to

Antaya „(p)Obudzona” – fragment książki

Fragment 4

Antaya weszła do studia. Była chwilę przed umówioną godziną. Znalazła się w dość ciemnymi i wąskim korytarzu, który prowadził schodami w dół do obszernego pomieszczenia w suterenie. Schodziła powoli, niemal bezgłośnie, zerkając na pokój, skąd dobiegała muzyka. Studio podzielone było na kilka osobliwie urządzonych stanowisk oddzielonych skórzanymi parawanami. Przy jednym z nich zauważyła młodego mężczyznę. Domyśliła się, że to Jovan. Siedział na obrotowym taborecie z wygodnie rozłożonymi na bok nogami. Był ciemnym blondynem z lekko pofalowanymi włosami sięgającymi ramion. Miał na sobie czarną bokserkę, która doskonale eksponowała jego kolorowe tatuaże. Krótkie szorty odsłaniały na lewej nodze dalszy ciąg wielobarwnych wzorów. Nosił na sobie fragmenty kosmosu, wzburzonych fal, nagie ciało kobiety i kilka napisów w formie graffiti. Spod koszulki wyrastał też pęd kolczastej rośliny, która próbowała owinąć się wokół jego szyi. Czarna gałąź urywała się jednak na wysokości podbródka, jakby ktoś potraktował ją jednym ostrym cięciem. Jovan patrzył w telefon, przesuwając palcem po ekranie. Spojrzał na Antayę, gdy ta znalazła się na progu. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, usłyszała:

— Ty pewnie jesteś Antaya. — Stała przez chwilę, próbując wydobyć z siebie choćby skromne “cześć”. Poczuła jednak dziwny ścisk w gardle, jakby pnącze z jego szyi oplotło się wokół niej samej.

— Jo…van? — wykrztusiła, chwytając się za gardło. — Mila musiała dobrze mnie opisać.

— Powiedziała, że na pewno cię rozpoznam. Poza tym, jesteś tu dzisiaj jedyną klientką. Wszyscy pojechali na konwent, więc studio jest wyłącznie do naszej dyspozycji.

Antaya uśmiechnęła się do siebie w środku, a początkowy zacisk w gardle powoli odpuszczał.

— W takim razie lepiej trafić nie mogłam. Im mniejszy tłok, tym lepiej dla mnie.

— To, co robimy? Słyszałem, że masz bardzo ambitny i niezwykle oryginalny pomysł. — Antaya roześmiała się w głos. Jovan mówił to z uroczą pobłażliwością.

— O tak, z takim wzorem na pewno nigdy się jeszcze nie spotkałeś — Antaya szybko odbiła żartobliwą piłeczkę. — To rzadki motyw. Podpowiem, że wyraża lekkość i wolność. Do tego jeszcze ptaki, które jak zakładam, też są totalnie unikatowym motywem na skórze.

— Teraz nie mam już żadnych wątpliwości, że biorę udział w pionierskim projekcie.  Zobaczysz, nim się obejrzysz, piórko wyląduje na wielu nadgarstkach, ramionach, łydkach i piersiach kobiet.

Oboje zaczęli się śmiać. Dość łatwo przyszła im pierwsza wymiana zdań. Antaya poczuła się przy tym zaskakująco swobodnie. Miała nieodparte wrażenie, że właśnie trafiła na dawno niewidzianą i zadziwiająco bliską jej osobę. To nie była wyłącznie kwestia swobodnej rozmowy. W tym było znacznie więcej… Sposób, w jaki na nią patrzył i reagował w jednej sekundzie trochę ją onieśmielał, w drugiej dawał poczucie totalnego bezpieczeństwa. Nie było w tym jednak kłopotliwego napięcia. To było jak wspólne bujanie się na huśtawce - raz w górę, raz w dół, w ciągłym przepływie poruszenia i ekscytacji.

— W czerni czy w kolorze? — Jovan wyrwał ją z zamyślenia.

— Na początek w czerni.

— Na początek? — Jovan spojrzał na Antayę, serwując jej kolejny ciepły uśmiech.  — Czyli zakładam, że wrócisz po więcej.

Antaya odpowiedziała lekkim grymasem na twarzy, mówiącym: „To nie jest wykluczone…”.

— Najpierw przygotuję wzór i zobaczysz, czy ci pasuje. Potem, za pomocą kalki przeniosę go na skórę i jeśli będzie ok, to działamy.

Antaya usiadła na fotelu naprzeciwko Jovana i z nieukrywaną przyjemnością przyglądała się wszystkiemu, co robił. Usiadł przy biurku, sięgnął po tablet i za pomocą rysika zaczął stawiać delikatne kreski, jedną obok drugiej. Każdy jego ruch zdawał się być wprawny i bezbłędny. Działał w całkowitym skupieniu. Od czasu do czasu, zerkał na zdjęcie pokazane wcześniej przez Antayę, starając się połączyć jej internetową inspirację z własną kreacją.

Antaya chłonęła muzykę w tle i rozglądała się dookoła. Na ścianie, za stanowiskiem Jovana, wisiało mnóstwo zdjęć podpisanych jego inicjałami. Wszystko było kolorowe i pokaźnych gabarytów. Nie mogła znaleźć niczego w czerni i niczego, co byłoby w tak małym rozmiarze jak jej piórko.

— Dlaczego tu nie ma czarnych tatuaży?

— Mono kolor to nie moja bajka, ale dla ciebie zrobię wyjątek.

Antayę zamurowało. Nie wiedziała, że to rodzaj przysługi. Poczuła wyjątkowość sytuacji, której ego automatycznie zawtórowało lekkim uniesieniem głowy i głębokim oddechem zadowolenia. Otrzepała się jednak w porę i zeszła z powrotem do serca.

— Mila musi mieć u ciebie dług wdzięczności.

— Niejeden. I każdy z nich ma wymalowany na skórze. — Jovan uśmiechnął się, po czym odwrócił w jej kierunku ekran i pokazał skończony projekt. — I jak?

Antaya otworzyła oczy ze zdumienia.

— Zrobiłeś to w tak krótkim czasie? Niesamowite! Doskonale to ująłeś. Tak, tak…to jest to! — Antaya, niczym dziecko, uniosła się na palcach i radośnie klasnęła w dłonie.

Jovan nie był zaskoczony jej reakcją, a małe piórko zdawało się być nomen omen lekką odskocznią w jego codziennej i dużo bardziej wymagającej pracy. Wydrukował więc wzór i poprosił Anatyę, by podeszła bliżej. Stanęła przed nim i zsunęła rękaw sukienki, odsłaniając miejsce na tatuaż. Miała na sobie luźną hiszpankę w kolorowe wzory. Chwyciła dłońmi rozpuszczone włosy, układając je na boku i odchyliła na bok głowę. Jovan objął spojrzeniem jej ramiona i dekolt. Patrzył na nią tak, jak zwykle Antaya patrzyła na swoje płótna lub bawełniane kartki do malowania. Oglądał z uważnością jej skórę, która już za chwilę miała stać się jego artystycznym podobraziem. Po krótkim namyśle położył kalkę w wybranym miejscu i odbił na skórze fioletowy wzór.

— Tu piórko będzie miało najlepiej.

Antaya podeszła do ogromnego lustra zawieszonego na ścianie. Bez trudu obejmowało w całości jej filigranową postać. Rysunek na skórze wydawał się tak ekscytujący, że miała ochotę skakać z zachwytu. Powstrzymała się jednak. Podeszła bliżej swojego odbicia i delikatnie dotknęła palcami wzoru.

— Czy piórko nie jest za duże? — w głowie Antai przemknął zanany jej lęk, który swoim zwyczajem chciał podważyć lub co najmniej umniejszyć zbliżającej się nowości.

— Nie. Idealne! — bez wahania odparł Jovan.

— W takim razie, robimy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Spodobało Ci się to opowiadanie?
Zachęć innych do jego przeczytania!

Udostępnij!

Twitter
Facebook
WhatsApp
Email
Wydrukuj

Inne opowieści...

Loading...

15 stycznia, 2024

Antaya siedziała na parapecie okna i spijała ostatni łyk popołudniowej kawy. Lekko wilgotne ramiączka letniej sukienki drzemały wygodnie na jej łokciach. Ciepłe krople potu...

8 września, 2022

Pierwszy krzyk nowonarodzonego dziecka wypełnił zimny i ciemny korytarz pałacu. Służba skulona za drzwiami królewskiej alkowy, wyczekiwała dalszych poleceń. Narodziny następcy tronu wprowadzały we...

22 maja, 2022

Kamira biegła krętym korytarzem. Alarm w telefonie właśnie wybrzmiewał ostatnim ogłuszającym akordem. „Pierwsze zajęcia i już spóźnienie” – pomyślała. „Chociaż chwila, w końcu to...

1 stycznia, 2022

Avra stanęła na peronie. Odłożyła walizkę i spojrzała na tablicę z rozkładem jazdy: „Tożsamość 8:00”. Do przyjazdu pociągu pozostała już tylko minuta. Przy torze...
1 2 3

Wyszukaj na stronie