Switch to

Matala

i jej niezwykłe dziecko

Matala z utęsknieniem oczekiwała drugiego dziecka. Pierwszy syn, Kabu, urokliwy mądrala, zwiastował kolejne modelowe macierzyństwo. Pierwsze spojrzenie, pierwszy śmiech, pierwsze kroki, pierwsze słowa – wszystko wydarzało się w perfekcyjnym rytmie. Patrzyła na to z zachwytem, oklaskując każdy przejaw książkowego rozwoju. Na horyzoncie zdarzeń pojawił się Atu. „Jakimi kolorami pomalujesz mój świat?” - przywitała go spojrzeniem pełnym ciekawości. W tym bezgłośnym pytaniu kryło się jednak konkretne oczekiwanie: pełen zachwytu obrazek w dobrze jej znanej wesołej palecie barw.

Tymczasem Atu przyszedł na świat, trzymając w małej rączce nietypową mieszankę kolorów, których próżno było szukać w standardowym wzorniku. Uciekał od pędzla i sztalugi, za nic miał kompozycję, proporcje, perspektywę czy światłocienie. Nie pojmował dążenia do precyzji i tak naprawdę nie rozumiał gdzie się ona zaczyna a gdzie kończy. Malował gołymi rączkami a nawet całym ciałem. Z rozmachem i bez ograniczeń. Kiedy nie chciał, nie malował. Atu tworzył pełnią dzikiej ekspresji. Nie poddawał się farbie, to farba poddawała się jemu. Malował to, co zastawało go w danej chwili, bez żadnego planu. Tworzył to, czego pragnął i zazwyczaj nie szło to w parze z oczekiwaniami otoczenia.

Świat Matali znał już podobne przypadki - dzieci niezainteresowane malowaniem wciąż tych samych obrazków, wychodzące poza ramy wszelkich wyobrażeń, tworzące nowe wzory i nowe standardy artystycznego wyrazu. Takie przypadki były jednak niewygodne. Świat Matali uwielbiał powtarzalność, więc maleńkimi, prawie niewidocznymi krokami wypychał niepasujące elementy poza społeczny nawias albo zamykał je w medycznym cudzysłowie. I tak medycyna przypinała takim dzieciom różne etykietki: „atypowe”, „autystyczne”, „nadpobudliwe”, „zaburzone” lub „dysfunkcyjne”. W oczach przechodniów były: „krnąbrne”, „niegrzeczne” i „niewychowane”. W ocenie nauczycieli: „niezdyscyplinowane”, „problemowe” i „zbuntowane”. W opinii znajomych: „inne”, „specjalnej troski” a czasami „wyjątkowe”. Jednak w odbiorze gremialnego systemu, królowało jedno, najczęściej stosowane, pojęcie - „chore”. Nagłówki artykułów i wypowiedzi specjalistów jasno pokazywały, jakie uczucia powinno wzbudzać życie poza standardami:

Chore dziecko to cios dla rodzica,

Dysfunkcyjne dziecko to trudna do zaakceptowania rzeczywistość,

Zaburzone dziecko to problem dla całej rodziny.

Niesystemowe dzieci mierzyły się więc z wszechobecnymi spojrzeniami, minami dezaprobaty, pogardliwym prychaniem i bezgłośnym śmiechem. W dwubiegunowym świecie Matali, wszyscy, którzy nie byli okazem standardu, lądowali ostatecznie w worku „ludzi chorych”. Można było wskoczyć do niego na chwilę lub pozostać tam przez całe życie. Trafiało się tam z powodu niesystemowego zachowania, niesystemowych poglądów czy też niesystemowego uszczerbku na zdrowiu.

— Byłoby dużo prościej, gdyby dołączano do ciebie instrukcję obsługi albo krótki liścik z podpowiedzią – powiedziała Matala po wysłuchaniu kolejnych wskazówek lekarzy. Ci, po raz setny, zmierzyli Atu długą i chłodną linijką systemu. Coś jej jednak podpowiadało, że nie tędy droga…

— Atu, co byłoby napisane w twoim liściku? – zwróciła się do synka wtulonego jak zawsze w jej szyję. Matala zamknęła oczy i wyobraziła sobie jak wyciąga karteczkę z jego małej rączki tuż po urodzeniu: „Nie patrz na mnie oczami innych. Nie mów o mnie ustami innych. Nie słuchaj tego, co o mnie usłyszysz. Zaufaj sobie.”

Tajemniczy głos nie pierwszy raz szeptał w jej głowie. Zawsze wtedy, gdy system mówił „nie”, on podpowiadał: „Szukaj dalej.” Coś wypychało ją poza rutynę, coś nie pozwalało jej iść za wskazówkami, które zdawały się upychać Atu w ciasnym pudełku odmienności.

Po wielu badaniach, Atu przyklejono etykietkę, która odtąd miała go określać i definiować. Powiedziano, że swoim zachowaniem i sposobem bycia destabilizuje niemal każdą sytuację, choćby przedszkolną. W jednej chwili wywraca do góry nogami narzucony porządek i poddaje w wątpliwość panujące zasady. Wyznaczono dla niego konkretną ścieżkę, gdzie miał podążać wspólnie z „równymi sobie”. Matala stanęła przed wytyczonym drogowskazem, czując dołującą bezradność. Wiedziała, że to droga społecznej izolacji, zbudowana z lęku i tylko pozornie dobrych intencji. Łzy po raz kolejny spłynęły po jej zmęczonej twarzy.

— Szukaj dalej! – usłyszała ponownie. Tak bardzo czekała na to zawołanie! Tak bardzo pragnęła je usłyszeć! Spojrzała raz jeszcze na drogowskaz i z ulgą zawróciła: „Musi być jakieś inne wyjście. Musi być coś więcej!”.

Matala zdała sobie sprawę, że dotąd pukała wyłącznie do zwyczajowych białych drzwi, za którymi spotykała konwencjonalną rutynę. Za wieloma encyklopedycznymi słowami, na samym końcu odkrywała jeden i ten sam wzór działania. Choć zmienne w równaniu bywały różne, wynik wychodził ten sam. „Jeśli mam szukać dalej, muszę zapukać do innych drzwi” – zawsze wtedy, gdy rodziło się w niej pragnienie działania, podpowiedzi same przychodziły. Ktoś coś szepnął przy okazji, rzucił mimochodem, podsunął spontanicznie… W końcu dotarła do alternatywnych drzwi, za którymi usłyszała: „Nieważne jaką etykietkę przyczepiono Atu. Ważne, co ty z nią zrobisz. Możesz przyszyć ją dziecku na piersi i patrzeć na nie przez pryzmat braków. Możesz też schować ją do kieszeni i patrzeć na nie przez pryzmat potencjałów.”

Matala nie bardzo wiedziała co ją czeka i z czym wiążą się te słowa. Poczuła jednak ogromną ulgę i wdzięczność. Po raz pierwszy usłyszała coś, co stało w opozycji do wszystkich schematów działania: „Nie będziemy pracować z Atu. Będziemy pracować z tobą, by zmienić twoje postrzeganie. Nie będziemy walczyć z systemem, będziemy szukać rozwiązań, które pomogą Atu znaleźć w nim miejsce dla siebie. I w końcu, nie będziemy wypełniać braków Atu, pokażemy mu jakie dary kryją się w tym, co ma.”

Patrzenie na Atu przez pryzmat zdolności i potencjałów było jak skupianie się na pełnej, a nie pustej połowie szklanki. Odruchy standardowego myślenia kusiły za każdym razem. Matala miała jednak najsilniejszą z możliwych motywacji – syna: „Każdy problem zaczyna się i kończy w tobie samej. Uzdrawiając swoją percepcję, uzdrowisz wszystko wokół siebie.”

Z biegiem czasu, Matala zaczęła dostrzegać w Atu to, czego wcześniej nie widziała. Pozorne braki i niedyspozycje wypełniły rzadko spotykane wśród ludzi umiejętności. I tak, niepohamowanie i bezpośredniość wypełniło szczere wyrażanie swoich myśli i uczuć, bez zabarwiania ich fałszywą dyplomacją. Nadpobudliwość i brak hamulców stały się pełnią swobodnego doświadczania i afirmacją życia bez ograniczeń. Brak empatii wypełniła asertywność emocjonalna, czyli umiejętność niewchodzenia w czyjeś doświadczenia, szczególnie te wypełnione cierpieniem. Hałaśliwy sposób bycia był głośną manifestacją życia. Upartość, bunt i niechęć podążania za czyimiś nakazem wyrażały niezgodę na krzywdzące kompromisy i domaganie się ze wszystkich sił tego, czego Atu pragnął na bardzo głębokim poziomie. Głośnie wyrażanie złości było odwagą pokazywania własnych granic. Trudność w mówieniu zamieniła się w umiejętność porozumiewania się poza ograniczającymi słowami. Niechęć uczenia się oznaczała niezgodę na bycie systemowym pionkiem, ociosanym według tego samego kształtu i według tej samej wielkości.

Atu zmuszał do wczuwania się w niego, a nie rozumienia go na poziomie werbalnym. W odkrywaniu tego, co kryło się między słowami oraz gestami, pomagał starszy brat Kabu. Wszedł niepostrzeżenie w rolę skrzydłowego, który wspierał Atu w zdobyciu niejednej bramki. Pokazywał mu jak poruszać się po gęstej murawie, nie zwracając uwagi na pohukiwanie publiczności.

Z każdym dniem, Matala uchylała coraz szerzej klapkę swojego przyciasnego matrixowego pudełka. Atu przyciągnął do jej życia ludzi, którzy powodowali, że pudełko otwierało się coraz szerzej i było w nim coraz więcej światła. Paradoksalnie, Atu będąc w skórze zbuntowanego ucznia, stał się dla Matali niezwykłym nauczycielem. Codziennie, w każdej godzinie, w każdej minucie, udzielał jej takich lekcji jak: cierpliwość, uważność i bezwarunkowa miłość. Praca z nim okazała się być pracą nad poszerzaniem swojej własnej świadomości. Każda kolejna lekcja umniejszała lęk, w tym lęk o niego samego. Matala zmieniała się, a wraz z nią nagłówki artykułów:

Pojawienie się w życiu dziecka niesystemowego, to zaproszenie do bezwarunkowej miłości

Widzą więcej, czują więcej i szczęśliwie myślą mniej

Wspaniali nauczyciele świadomego życia

Świat Matali transformował – ludzie, sytuacje a nawet diagnozy lekarskie. Zmieniło się wszystko, podczas, gdy nie zmieniło się nic. Atu stał się cudownym przypadkiem wychodzenia „poza spektrum”, choć tak naprawdę stał się motywacją do eksplorowania jego własnego spektrum zachowań. Inspiracją do doświadczania potencjałów, które z różnych powodów umieszczano dotąd daleko poza pudełkiem życia. Tymczasem Atu uchylił wieko tego pudełka i wszyscy zaciekawieni jego perspektywą działania, z chęcią wychodzili poza ograniczające ramy. A kto choć raz to zrobił, wracał tam później po wielokroć.

Atu, żyjąc poza pudełkiem, dzielił z innymi tą samą przestrzeń i czas, jednak doświadczał wszystkiego na dwa różne sposoby. Ta sama szkoła, ci sami ludzie, te same sytuacje – przynosiły skrajnie różne doświadczenia. Energia Atu przyciągała dokładnie to, czego pragnął – nawet czerwony pasek na świadectwie szkolnym. Dla jednych był to cud, dla Atu – zabawa w sięganie po to, czego właśnie sobie życzył.

Atu przyszedł, by uświadomić Matali, że to nie on choruje, tylko system. Przyszedł, by obudzić ją ze snu, który śniła razem z kilkom milionami innych ludzi. Przyszedł na jej własne życzenie, wiedząc, że tylko on – jako jej dziecko – jest w stanie skruszyć mur wielopokoleniowego myślenia. Przyszedł, by stać się boskim buldożerem, zamieniającym w gruz każdy centymetr jej mentalnego bunkra.

Dla Matali wszystko stało się jasne – każde dziecko to lekcja, która trwa dopóki nie nauczymy się obejmować go bezwarunkową miłością. Dopóki nie uwolnimy się od oczekiwań systemu i nie uszanujemy jego własnej wolności doświadczania.

4 odpowiedzi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Spodobało Ci się to opowiadanie?
Zachęć innych do jego przeczytania!

Udostępnij!

Twitter
Facebook
WhatsApp
Email
Wydrukuj

Inne opowieści...

Loading...

15 stycznia, 2024

Antaya siedziała na parapecie okna i spijała ostatni łyk popołudniowej kawy. Lekko wilgotne ramiączka letniej sukienki drzemały wygodnie na jej łokciach. Ciepłe krople potu...

8 września, 2022

Pierwszy krzyk nowonarodzonego dziecka wypełnił zimny i ciemny korytarz pałacu. Służba skulona za drzwiami królewskiej alkowy, wyczekiwała dalszych poleceń. Narodziny następcy tronu wprowadzały we...

22 maja, 2022

Kamira biegła krętym korytarzem. Alarm w telefonie właśnie wybrzmiewał ostatnim ogłuszającym akordem. „Pierwsze zajęcia i już spóźnienie” – pomyślała. „Chociaż chwila, w końcu to...
1 2 3

Wyszukaj na stronie