Switch to

Antaya „(p)Obudzona” – fragment książki

Fragment 2

Od dłuższego już czasu, gdy Antaya wychylała głowę poza krawędź swoich świrów, zawsze obok stawała Mila – jej kochana siostrzana dusza, która z duchowego przewodnika stała się nieoczekiwanie najbliższą jej osobą. Przyjaciółką. Taką prawdziwą - od czubka nosa po sam środek serca.

Dotychczasowe relacje z kobietami, które próbowała tworzyć Antaya nie były udane. Jej pseudoprzyjaźnie szybko się kończyły. Zbyt dużo było w nich udawania, któremu z resztą sama się poddawała. Z jej wyuczoną potrzebą “robienia innym dobrze” potrafiła zaskarbić sobie wiele osób, jednak po jakimś czasie dopadało ją zmęczenie ciągłego tańczenia w rytm nie swojej muzyki. Nigdy nie otrzymywała tego, czego tak naprawdę chciała, czyli szczerej relacji bez oczekiwań i oceny, bez maski i kontrolowanych zachowań. Tymczasem większość kobiet, prędzej czy później, chciała ją upchnąć w swoje życiowe ramki - drewniane, minimalistyczne, nowoczesne albo w stylu glamour. Dopasować do preferowanych zachowań, poglądów, zainteresowań, a nawet kręgu znajomych. Do tego, większość spotkań w jej pseudoprzyjaźniach bazowała na ocenie życia innych. Wchodziła więc w rytuał rozmów typu - uwieszamy się na znajomych, z chorobliwym przekonaniem, że sami jesteśmy idealni. Nikt, jak dotąd, nie przyjął jej takiej jaką była, bez wartościowania i porównywania, bez oczekiwań i stawiania warunków. Gdy więc zaczynała odczuwać zbyt dużą presję, odchodziła. Dopiero znacznie później zobaczyła w tym niezliczoną ilość lekcji, które podsyłało jej życie. Tych lekcji, w których miała stanąć w pełni po swojej stronie, pokazać swoje nieprzykrywane uśmiechem emocje, czasem postawić granice lub po prostu wyjść ze swoją nagą prawdą, choćby nie wiem jak bardzo była nieznośna dla czyichś oczu i uszu.

Gdy w świecie Anati pojawiła się Mila, świat zwolnił i zaczął ujawniać przed nią zupełnie nieznane oblicze. Stopniowo zaczęła otwierać się na nową, odmienną relację, w której było miejsce tylko na jedno - prawdę. I choć nie zawsze było to dla niej łatwe i miłe, coś głęboko w niej szeptało: “Zaufaj, choć wiem, że się boisz. Tym razem jednak, zaufaj.”

– Większość ludzi, którzy nazywają siebie przyjaciółmi nawet nie wejdą dla ciebie w kałużę – usłyszała kiedyś od niej. – Nie wyjdą ze swojej strefy komfortu, nie zrobią nic. Ludzie wiążą się ze sobą na zasadach popierania swojego umysłu, czyli wtedy, kiedy są do siebie podobni i kiedy się w czymś zgadzają. Z pozycji ego jest to nazywane przyjaźnią, jednak prawdziwa przyjaźń to wychodzenie z własnej strefy komfortu, to wspólne wzrastanie. Temu ma służyć ta relacja. Takich ludzi można szukać ze świeczką. Spotkasz jeszcze wiele osób, mających potencjał na przyjaciół, ale czy oni z tego skorzystają? Tego dowiesz się przy pierwszej kałuży.

Uwielbiała Milę. Ba, kochała ją całą sobą! To ona pokazała jej, że można iść przez życie świadomie, kierując się własnym scenariuszem. Każda rozmowa czy spotkanie z nią było jak spacer po nieznanym lesie, gdzie nigdy nie wiadomo, co czai się za zakrętem. Jedno było pewne, wszystko działo się na jej własne życzenie, a każda sytuacja była lustrem jej myśli i przekonań.

W kobiecym ciele Milii, krążyła niemała dawka męskiej energii. Twardo i wprost mówiła o tym, czego jest świadkiem i co widzi. Bez wahania stawała na pierwszej linii frontu, odpierając szarżę umysłowych świrów Antai. Czuła przy niej, że może pokonać dosłownie wszystko. Gdy trzeba było przyjrzeć się czemuś głębiej, zakładała dla niej najbardziej przenikliwe soczewki wszechświata. Była pełna sprawczości i odwagi, którą Antaya szczerze podziwiała.

W Mili było też dużo kobiecości, jednak nie była ona tak oczywista i banalna. Pod przyłbicą gotową uderzać w najtwardszy mur kłamstw tego świata, skrywała niezwykłą łagodność i czułość. Gdy tylko dostrzegała, że dla Anati przychodzi czas utulenia i opieki, chowała do kieszeni swoją stanowczość, otwierała swoje miękkie ramiona i pozwalała się w nich rozgościć do woli. Jej kobiecy pierwiastek przejawiał się również w tym, co tworzyła. Sięgała po kredki, flamastry i długopis. Rysowała, malowała i pisała nieziemskie opowiadania. Znała swoją moc i wartość. Już sam jej widok nie pozostawiał złudzeń: wysunięta do przodu pierś, uniesiona lekko do góry głowa i długie pióra białych włosów opadających miękko na jej wytatuowane plecy. Nie lubiła makijażu, taliowanych sukienek i butów na obcasie. Wolala kolorowe bluzki z Desiguala i luźne swetry z Vinted. Nie przeglądała się w oczach innych, szukając tam aprobaty. Jeśli już jednak przyglądała się ludzkim spojrzeniom, to po to, by zobaczyć w nich prawdę. Tą, która nie jest przykrywana podkładem, tuszowana maskarą i pudrowana różem.

–  Napisz list do złości –  napisała Mila na messengerze w odpowiedzi na zwierzenia Antai – i obserwuj co się wydarzy.

Podpowiedzi Mili nie były odkładane na półkę - między dramat “Dziękuję za troskę i uwagę” a thriller psychologiczny “I tak zrobię po swojemu”. Antaya ufała jej ponad wszystko. Już nie raz wyciągała ją z umysłowego bagna, za każdym razem prowadząc do niezwykłych miejsc wyciągniętych z podświadomości.

Antaya nalała więc lampkę czerwonego wina i włączyła laptopa. Otworzyła białą kartkę Word’a i położyła swoje drobne dłonie na klawiaturze. Wzięła łyk wytrawnego „Primitivo”, kilka głębokich oddechów i stuknęła palcami w pierwsze litery. Słowa, dość szybko i głośno zaczęły zalewać kartkę komputera. Ten list od dawna prosił się o napisanie… Antaya nie miała wątpliwości co w nim będzie. Obrazy i odczucia wylewały się z niej całymi wiadrami, tak, że palce ledwo nadążały za wyszukiwaniem kolejnych liter…

Ty tchórzliwa zołzo!

Nie będę przypisywać ci wielkiej litery, choć w szkole uczono mnie, że w liście tak trzeba. W szkole wciskano jednak wiele różnych farmazonów... O tobie na przykład, mówiono, że nie jesteś dobrym towarzystwem, więc trzeba cię unikać i omijać szerokim łukiem. Mówiono, że nie mieścisz się w granicach grzeczności, więc jeśli już się przydarzy spotkanie z tobą, należy cię natychmiast schować pod płaszcz uśmiechu i nie pokazywać nikomu. Trudno było jednak unikać twojego towarzystwa, bo pojawiałaś się niemal za każdym rogiem. Tak więc przygarnęłam cię i schowałam - gdzieś między wątrobą a żołądkiem. Zbudowałam ci całkiem przyjazny kojec, w którym mogłaś wyżywać się do woli… Gdy tylko czułaś moje zawołanie, gryzłaś, kopałaś i szarpałaś od środka. A ilekroć ktoś próbował sprowokować cię do wyjścia, ja zaciskałam mocniej zęby, ryglując ciaśniej zamek twojej klatki.

Przyszedł czas, by cię uwolnić i pozwolić ci odejść.

Pokaż się przede mną w pełnej okazałości. Pokaż swoje ociekające jadem kły, swój potargany od walki łeb, swoje poranione pazury i swoją skundloną, od próby mieszania się we wszystko, postać. Wyjdź spomiędzy trzewi i stań naprzeciwko, tak bym mogła cię zobaczyć.

Mam dość robienia ci miejsca w sobie. Mam dość twoich nagłych pobudek i długiego wyciszania przed zaśnięciem. Mam dość broni, którą wytaczasz: raniące myśli, puste słowa, wrogie gesty… Mam dość twoich zniszczeń, po których trudno cokolwiek odbudować. 

A więc dalej, stań przede mną! Niech ci się przyjrzę. Po raz pierwszy i mam nadzieję, że ostatni! Niech nasze spotkanie rozstrzygnie o tobie – o twojej sile, słabości, znaczeniu, ważności i wszystkiemu innemu, co sprawia, że robię ci miejsce w sobie.

Przed oczami Anati pojawiła się wilczyca - wielka, czarna, obłocona, wychudzona, poraniona. Z wystającymi kłami gotowymi do ugryzienia. Z postawionymi do góry uszami czekającymi na polecenie. Stała twardo na czterech łapach, w lekkich pochyleniu, skłonna do ataku. Z pyska sączyła się gęsta krew poprzedniej bitwy i chrapliwe odgłosy niecierpliwości.

–  Siad! – krzyknęła krótko Antaya – Ani mi się waż ruszyć, choćby na krok –  Siad, suko! Słyszysz co mówię, siad i nie waż się drgnąć. – Antaya zdawała się przejąć całą energię złości od wilczycy przed sobą. Była nią i sobą jednocześnie, w pozornym oddzieleniu i głębokim poczuciu bycia jednym.

– A teraz, słuchaj uważnie, jak nigdy dotąd. Zrobisz to co ci powiem i wypełnisz moją wolę do ostatniego słowa.

Wilczyca usiadła, zamknęła szczękę, oblizując z wargi tłuste śliny złości. Nastroszyła uszy, czekając na komendę.

Nie chcę ciebie we mnie, już nigdy! Rozumiesz, suko! Nie chcę! To, co robisz, przynosi tylko chwilową ulgę. Do tego, to ulga dla umysłu, który tylko przez moment może poczuć się zwycięzcą. 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdy już zdołam zamknąć twój pysk, w kolejce do ujarzmienia czekają twoi wierni kompani, którzy próbują wbić się swoimi pazurami w sytuację - poczucie winy, wstyd, żal, a nawet zemsta. Ciągle tylko sprzątam. Po tobie, po nich… Czuję, jakbym była na waszych usługach. Tymczasem to mój dom, moje pole doświadczania. Nie ma tu miejsca dla ciebie i twojego stada. Koniec z karmieniem przybłęd, które faszerują się jedynie złością. Karma jest na wyczerpaniu. Żadnej nowej dostawy nie będzie. Otwieram klatkę i uwalniam cię od siebie. Zabieraj stąd siebie i swoje towarzystwo!

Poczekaj! – Antaya zatrzymała w górze dłoń. – Coś jeszcze, zanim odejdziesz. Choć nie jest to łatwe, to chciałabym ci podziękować… – Wilczyca ruszyła łbem w bok, jakby nie dowierzając słowom.

Gdzieś głęboko we mnie tli się wdzięczność za ciebie. Sama cię przecież przygarnęłam i całkiem dobrze karmiłam. Byłaś na każde moje zawołanie, gotowa, by chwycić za gardło wszystkich, którzy stawali mi na drodze, wszystkich, którzy uruchamiali we mnie poczucie krzywdy i niezadowolenia.

Musisz też wiedzieć, że nie jesteś jedyną klatką, którą w sobie otwieram. Nie jesteś pierwszym nieproszonym gościem, który opuszcza mój dom. To dla mnie czas uwalniania. Wszystkiego, co przestało mi służyć. 

Dzisiaj uwalniam więc ciebie. Otwieram klatkę złości, a tobie każę odejść. 

Dziękuje, że byłaś na każde moje zawołanie, na każde mrugnięcie oka, drżenie ust, zacisk dłoni i żołądka. Dziękuję, że byłaś gotowa walczyć za przekonania, którymi cię karmiłam.

A teraz odejdź. Opuść mój dom.

Wilczyca wstała, spuściła łeb w geście zrozumienia i wolny krokiem poszła w stronę tunelu, który łagodnie otworzył się przed nią. Antaya zaczęła płakać. To był tunel światła, który rozpuszczał wszystko, co wymagało pożegnania. Tunel zbudowany z miłości do siebie, który zabierał to, co już nie służyło. Wilczyca zniknęła w miękkim świetle, rozpuszczając w nim całą siebie.

Antaya zamknęła laptopa, położyła na nim głowę i pozwoliła, by wylał się z niej cały ocean łez. Zadanie jak zwykle zaprowadziło ją głęboko… Niby tylko list, kilka czarnych słów na białym ekranie. Tymczasem właśnie odbyła się konfrontacja z tym aspektem siebie, który od długiego już czasu prosił się o spotkanie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Spodobało Ci się to opowiadanie?
Zachęć innych do jego przeczytania!

Udostępnij!

Twitter
Facebook
WhatsApp
Email
Wydrukuj

Inne opowieści...

Loading...

15 stycznia, 2024

Antaya siedziała na parapecie okna i spijała ostatni łyk popołudniowej kawy. Lekko wilgotne ramiączka letniej sukienki drzemały wygodnie na jej łokciach. Ciepłe krople potu...

8 września, 2022

Pierwszy krzyk nowonarodzonego dziecka wypełnił zimny i ciemny korytarz pałacu. Służba skulona za drzwiami królewskiej alkowy, wyczekiwała dalszych poleceń. Narodziny następcy tronu wprowadzały we...

22 maja, 2022

Kamira biegła krętym korytarzem. Alarm w telefonie właśnie wybrzmiewał ostatnim ogłuszającym akordem. „Pierwsze zajęcia i już spóźnienie” – pomyślała. „Chociaż chwila, w końcu to...

1 stycznia, 2022

Avra stanęła na peronie. Odłożyła walizkę i spojrzała na tablicę z rozkładem jazdy: „Tożsamość 8:00”. Do przyjazdu pociągu pozostała już tylko minuta. Przy torze...
1 2 3

Wyszukaj na stronie